Brexit to wyzysk

  • 19.03.2019, 05:16 (aktualizacja 17.04.2019 12:25)
  • Kordian Klaczyński
Brexit to wyzysk Fot. Shutterstock
Zwolennicy Brexitu twierdzą, że chcą ograniczyć pracę imigrantom. Wielka Brytania od wieków żyje jednak z pracy obcokrajowców i żaden Brexit tego nie zmieni. Jeśli jednak do niego dojdzie i pojawią się ograniczenia dla Europejczyków na brytyjskim rynku, zwiększy się jedynie wyzysk imigrantów, którzy i tak będą napływać tutaj za funtami.

Propagatorzy Brexitu chęć opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię argumentują przede wszystkim tym, że zakończy to swobodny przepływ osób i priorytetowe traktowanie imigrantów z państw Unii Europejskiej. Ma to „oddać brytyjski rynek pracy Brytyjczykom”, bo obcokrajowcy z kontynentu rzekomo zabierają im pracę.

Główna idea propozycji brexitersów jest więc prosta:

– Kiedy opuścimy Unię Europejską, wprowadzimy nowy system imigracyjny, który skończy ze swobodą przepływu osób raz na zawsze. Po raz pierwszy od dekad, to ten kraj będzie kontrolował i wybierał tych, których chce, by tu przyjechali – stwierdziła niedawno brytyjska premier Theresa May.

Do brytyjskiego rynku pracy będą więc, zdaniem brexitersów, dopuszczani jedynie ci, którzy są potrzebni, a potrzebni ich zdaniem są przede wszystkim najbardziej wykwalifikowani pracownicy.

Brexitersi kłamią, bowiem wykwalifikowani pracownicy oczywiście są tutaj niezbędni, jak w każdym innym kraju, ale Wielka Brytania potrzebuje jednak przede wszystkim niewykwalifikowanych i niskokwalifikowanych pracowników, którzy pójdą do roboty za najniższe stawki albo nawet poniżej nich.

Ten kraj potrzebuje taniej siły roboczej. I tak jest nie od dzisiaj. I nie zaczęło się to 1 maja 2004 r., kiedy to wpuszczono tutaj tysiące Europejczyków ze Wschodu. Tak jest od wieków. Gdyby nie obcokrajowcy pracujący dla Brytyjczyków, Wielka Brytania nie byłaby potęgą, jaką była przez wieki i jest do dzisiaj. Historia Brytyjskiego Imperium, to historia pracy obcych z całego świata na rzecz brytyjskich bankierów i królewskiego skarbca. Z tą różnicą, że kiedyś obcokrajowcy pracowali, mieszkając w swoich krajach, daleko od Wielkiej Brytanii, do której przybywały jedynie wypracowane przez nich dobra, a dzisiaj pracują na jej terenie i na miejscu wzmacniają jej bogactwo.

Wiele współczesnych brytyjskich instytucji finansowych swymi korzeniami sięga czasów niewolnictwa. Niejedna z nich zresztą swoje początki opierała właśnie na handlu ludźmi, którzy sprzedani w odległych zakątkach świata musieli pracować na rzecz tej niewielkiej wyspy u wybrzeży Europy. Później, a było to nie tak dawno, bo jedynie niecałe dwa wieki temu, Wielka Brytania formalnie zniosła niewolnictwo w swoich koloniach. Imperium jednak pozostało i wciąż utrzymywało się z pracy ludzi mieszkających tysiące kilometrów od Londynu, pracujących za półdarmo i mających nad sobą brytyjskich nadzorców.

Po upadku wielkiego imperium nie można już było tak beztrosko czerpać korzyści z pracy obywateli niepodległych państw, ale gospodarka brytyjska wciąż była uzależniona od pracy obcych. Zaczęła więc ich ściągać do siebie, czego symbolicznym początkiem był statek Empire Windrush, który w 1948 roku przywiózł na swoim pokładzie kilkuset imigrantów gotowych do pracy na Wyspach. Dzień przybycia statku do wybrzeży UK często uznaje się za początek tzw. odwróconej kolonizacji, ponieważ Imperium zwijało się i zabierało ze sobą tysiące mieszkańców z podległych mu terytoriów, bo ktoś przecież musiał pracować na wzrost brytyjskiego PKB.

Dlaczego więc gabinet przy 10 Downing Street chce ukrócić pracę obywatelom Unii Europejskiej? Odpowiedź wydaje się bardzo prosta. W ostatnich latach to właśnie przede wszystkim Polacy, Bułgarzy czy Rumuni stanowili na Wyspach tanią siłę roboczą. Dziś jednak mało kto z nich gotów jest do dziesięciogodzinnej roboty w myjni samochodowej za drobne funty. Obywatele tzw. nowych krajów Unii Europejskiej są już zbyt drodzy na wykonywanie tutaj wielu prac. A w dodatku są zbyt wymagający, bo chroni ich Europejska Wspólnota. A myć brytyjskie samochody ktoś przecież musi.

Brexitersi chcieliby ściągać tanich pracowników spoza Europy – najlepiej z jakichś krajów trzeciego świata, gdzie ludzie wciąż pracują za symbolicznego dolara dziennie i byliby gotowi tabunami przybywać na Wyspy i godzić się na pracę za najniższe brytyjskie stawki. A godzić się na to będą musieli, bo z czasowym zezwoleniem na pracę, które brexitersi im chcą proponować, podwyżki raczej nie będą im pisane. W dodatku nikt z nich nie będzie narzekał na mieszkanie w fatalnych warunkach i pracę ponad normy. Co gorsza, wielu z nich potem będzie chciało zostać i po skończeniu się ich legalnego pobytu przejdzie do roboty w szarej strefie, za stawki o wiele niższe niż ustawowe minimum. Tego nikt nie będzie w stanie skontrolować. A że nie będą oni mieli żadnych praw ani przywilejów? Tym lepiej – nie będą obciążali brytyjskiej służby zdrowia ani zbytnio zajmowali brytyjskich mieszkań, bo przecież sami poupychają się w wieloosobowych ciasnych klitkach z jedną łazienką na piętnaście osób. Dla gospodarki ważne będzie tylko, żeby właściciele tych mieszkań i pracodawcy tych mieszkańców drugiej kategorii płacili podatki, dzięki czemu brytyjskie PKB będzie wciąż pięło się w górę.

Tak to już jest. Bez pracy obcych Wielka Brytania nigdy nie była i nigdy nie będzie wcale taka wielka.

Kordian Klaczyński
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe