Praca bez sensu

  • 10.01.2019, 12:00 (aktualizacja 06.02.2019, 13:32)
  • Janusz
Praca bez sensu Fot. Shutterstock Ził-130
Była połowa lat 80-tych. Za pracą pojechałem do jeszcze istniejącego ZSRR, do Borysowa, miasta na terenie obecnej Białorusi. Tam znalazłem robotę w państwowym urzędzie. Pozwolenia na pracę oczywiście nie miałem, ale za łapówkę można tam było wówczas załatwić wszystko, co zresztą praktykowane jest do dziś.

Pracowałem jako kierowca ciężarówki. Starym poczciwym Ziłem-130 rozwoziłem materiały po okolicznych miejscowościach. Roboty dużo nie było, bo pogrążony w kryzysie ZSRR chylił się już ku upadkowi, gospodarka ledwo zipała, a miejscowe budowy raczej stały w miejscu.

Najczęściej jeździłem w okolice oddalonych o około 50 km Krupek. Tam do jednej z okolicznych wsi doprowadzali kanalizację, a moim zadaniem było przewożenie do niej rur. A właściwie rury. Bo przez trzy miesiące pracy dowoziłem tam cały czas jedną rurę.

Za pierwszym razem wiozłem rurę na wymianę jakiejś to niby już zamontowanej, ale pękniętej. Przywiozłem, robotnicy wyładowali ją, w zamian dali tą pękniętą. Całą operację można było przeprowadzić w godzinę, ale im zajęło to nieco dłużej. Tu przerwa na papierosa, potem kolejna na obiad, potem na wódkę, potem okazało się, że majster zaniemógł i nie było komu pokwitować, potem znowu wódka… I tak to trwało prawie trzy dni. Po powrocie do bazy w Borysowie okazało się, że z rurą, którą dostarczyłem jest coś nie tak i trzeba zawieść następną. Znowu podróż z rurą do Krupek i ten sam scenariusz – wykopywanie starej rury, w przerwie obiad i wódka, potem już koniec dnia, a na drugi dzień niedziela, więc czekamy do poniedziałku. W poniedziałek okazało się, że ta nowa rura, którą dostarczyłem, a którą już prawie zakopali jest pęknięta i trzeba było jechać po kolejną. Za dwa dni wróciłem znowu, ale okazało się, że koparka się zepsuła i nie było czym wykopywać tej pękniętej rury, więc czekaliśmy tydzień na mechanika. Jak już przyjechał, to znowu obiad, pogadanki, wódka…

W ciągu trzech miesięcy mojej pracy pod Krupki wracałem jeszcze kilka razy. Za każdym razem dowoziłem nową rurę, a zabierałem starą, z która ciągle było coś nie tak. To była jedna z najbardziej bezsensownych prac, jakich podjąłem się w życiu.

Miłej drogi Moi Drodzy ;)

 

Opowieści niezmyślone

Janusz, lat 56, pochodzi spod Łodzi. Ale jego domem jest cały świat. Jest zawodowym kierowcą od 35 lat. Jeździł już po wszystkich kontynentach z wyjątkiem Antarktydy. Z każdego kraju, w którym przyjdzie mu pracować, spisuje przygody, które potem po powrocie do Polski chętnie opowiada kompanom przy kufelku piwka. Opowiada też i nam.

Janusz

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe