Brexit w zawiasach

  • 03.01.2019, 15:16 (aktualizacja 11.03.2019, 12:36)
  • Brexit Standard
Brexit w zawiasach Fot. Shutterstock Theresa May
Brexit wywołuje kolejne kryzysy polityczne. Nad wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii nikt już nie panuje. Co się wyłoni z chaosu?

Na trzy miesiące przed Brexitem wciąż nie wiadomo co się wydarzy w marcu 2019. Największe wyzwanie Zjednoczonego Królestwa ostatnich dekad – zakończenie partnerstwa z Unią – sparaliżowało brytyjski establishment. Kraj, który szczycił się opinią pragmatycznego, racjonalnego, praktycznego państwa miota się od ściany do ściany, stając się pośmiewiskiem na arenie międzynarodowej. W grudniu brytyjski parlament miał ratyfikować umowę wyjścia podpisaną przez Theresę May, ale zamiast tego nakazał szefowej rządu powrót na kontynent i zmuszenie europejskich partnerów do przedstawienia lepszych rozwiązań. Choć Bruksela jasno i kategorycznie stwierdziła, że ponad pięćset stronnicowy dokument, to najlepszy i jedyny możliwy „deal”. Jednak brytyjscy politycy na głosy płynące z Brukseli już od dawna są głusi. Żyją we własnym świecie złudzeń i urojeń. Z wszelkimi tego konsekwencjami.

Dzieci we mgle

Szefowa rządu w obliczu przewidywanej druzgocącej porażki w głosowaniu Izby Gmin nad porozumieniem wyjścia z Unii wycofała projekt z porządku obrad. Umowa była bowiem martwa od samego początku. Nikomu nie odpowiadała. Ani brexitowej ekstremie, ani eurorealistom, ani opozycji, ani pragmatykom. Problem polega na tym, że nie istnieje rozwiązanie, które zadowoli wszystkich. Rząd znalazł się w pułapce bez wyjścia. Miota się między brextremistami, zwolennikami Norwegii z plusem, brexitu z minusem, brexitu tylko z nazwy, niekompetentną opozycją i ciemnym ludem, który nie wie czego chce.

Theresa May poleciała na kontynent, żeby jak Margaret Thatcher stanowczo uderzać torebką w stół i wymusić na europejskich partnerach lepsze porozumienie. Nie mogła nawet wyjść z limuzyny, a europejscy liderzy oznajmili jej, że żadnych zmian nie przewidują. Mogą jedynie wytłumaczyć i wyjaśnić niezrozumiałe dla brytyjskiej klasy politycznej zapisy umowy. Jak małym, niesfornym dzieciom, którym brak intelektualnych kompetencji, aby przyswoić podstawy szkolnej czytanki. Tak mniej więcej wygląda rzeczywistość ostatnich dwóch lat. Bruksela jak dorosły cierpliwie tłumaczy, wyjaśnia, instruuje, a Królestwo jak rozwydrzony bachor zatyka sobie uszy, domaga się magicznych ciastek, które zje i które wciąż będzie je w magiczny sposób miało. Oraz wierzy w bajki, które samo sobie opowiada.

Zabawy w piaskownicy

Po powrocie na Wyspy Theresę May czekało wotum nieufności. Ale wewnątrzpartyjna opozycja nawet przewrotu pałacowego nie potrafiła porządnie przeprowadzić. Brextremiści nie policzyli się dokładnie i przegrali. May przetrwała i dziś jawi się jako jedyna racjonalna opcja w Partii Konserwatywnej. Choć jest najgorszą szefową rządu od dekad. Żenująco niekompetentna, fatalna strategiczka, nie potrafiąca narzucić swojej politycznej woli własnemu rządowi i własnej partii.

May od objęcia urzędu popełnia błąd za błędem. Zbyt szybko wdrożyła w życie art. 50. Zamiast przemyśleć strategię wyjścia z Unii, uzgodnić warunki brzegowe i plan z własnym politycznym zapleczem, pospieszyła się procedurą wyjścia, żeby przypodobać się opinii publicznej. Potem zwołała przyspieszone wybory, które pozbawiły jej większości parlamentarnej. Wytyczyła absurdalne „czerwone linie”, których zaprzysięgła nie przekraczać po czym zaczęła się z nich wycofywać. Zaproponowała posady ministerialne w swoim gabinecie najbardziej ekstremalnym zwolennikom twardego Brexitu i każdego dnia musiała z nimi walczyć, póki sami ostentacyjnie nie zaczęli składać dymisji. Obiecywała najlepszy „deal ever” z Unią i rozreklamowała hasło „brak umowy jest lepszy od złej umowy”, wyposażając tym samym twardogłowych eurosceptyków w zgrabny bon mot. A mimo to alternatywa jest przerażająca. Rząd Borisa Johnsona? Zgroza. Premierostwo Reesa Mogga? Groteska. Gabinet Jerremiego Corbyna, zatwardziałego eurosceptyka, który powtarza nonsensy, że jest w stanie nie tylko wymusić na Brukseli lepszą umowę, ale także skierować Unię na ścieżkę socjalizmu z lat 70? Żenujący żart. Nieśmieszny jak polskie kabarety. W tym pejzażu Theresa May jawi się jako dama stanu.  Co wiele mówi o jakości brytyjskiej polityki.

Wielka niewiadoma

Brytyjska klasa polityczna znalazła się w pułapce, którą sama na siebie zastawiła. Przez dwa lata wmawiała sobie i społeczeństwu, że Londyn uzyska lepszą pozycję poza Unią. Że zachowa wszelkie przywileje, a pozbędzie się kłopotliwych z brytyjskiego punktu widzenia regulacji. Zje ciastko i będzie je miał. Po referendum, na fali entuzjazmu nikt nie zachował zimnej głowy i nie studził brexitowej euforii. Co gorsza w ostatnich dwóch latach niewiele się pod tym względem zmieniło, oprócz tego, że 10 Downing Street zrozumiało to, co większość ekspertów i komentatorów mówiła na początku. Jedyne opcje Królestwa, to albo twardy Brexit, albo status Norwegii, albo pozostanie w Unii. Reszta pomysłów to niebezpiecznie złudzenia. Co będzie dalej jest wielką niewiadomą. Głównie dlatego, że Brytyjczycy nie zachowują się racjonalnie ani pragmatycznie.

Twardy Brexit może wyjść przypadkiem. Jednak tego nikt nie chce. Brak porozumienia w sprawie Brexitu będzie miał poważne konsekwencje nie tylko dla „perfidnego Albionu”, ale także dla całego starego kontynentu. Europa i Zjednoczone Królestwo są ze sobą ściśle związane, a UE nie potrzebuje kolejnego wstrząsu spowodowanego nagłym i poważnym zakłóceniem niezliczonych powiązań gospodarczych, edukacyjnych, kulturalnych i związanych z bezpieczeństwem. Bardzo możliwe, że data wyjścia Królestwa w Unii zostanie przesunięta. Żeby dać Wielkiej Brytanii możliwość uporania się z kryzysem tożsamości. Umożliwić wybudzenie się z politycznego koszmaru. A jeśli to nie wystarczy, Brexit będzie odsuwany w nieskończoność. Do twardego Brexitu i Brexitu tylko z nazwy dołączy kolejna opcja. Brexit w zawiasach. Co być może w obecnej sytuacji jest najlepszym rozwiązaniem. Umiejscowienie Królestwa w próżni, otoczenie jej kordonem sanitarnym, pozwoliłoby Unii zając się innymi poważniejszymi sprawami, a Londynowi na niepoważne zabawy w piaskownicy.

Brexit Standard
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe