I nadszedł stan wojenny

  • 19.11.2018, 16:07 (aktualizacja 19.11.2018 16:13)
  • Janusz
I nadszedł stan wojenny
Był początek grudnia 1981 roku. Pracowałem jako kierowca na poczcie i starym poczciwym Żukiem z napisem „Łączność” rozwoziłem paczki i gazety po ówczesnym województwie chełmskim.

12 grudnia w sobotę popołudniu dostałem jakąś paczkę, którą miałem zawieść w pobliże Woli Uhruskiej, pod samą granicę z ówczesnym ZSRR. I zawiozłem. Pech sprawił, że Żuk złapał gumę, a zapasu nie miałem. Wieczór nad samym Bugiem, ciemno i zimno. Wyruszyłem więc w poszukiwaniu pomocy. W koło jednak „nie było żywej duszy”. I gdy tak sobie szedłem przez jakąś polną dróżkę w poszukiwaniu pomocy, zza krzaków nagle wypadło dwóch radzieckich żołnierzy. I grożą mi, że mnie zaraz aresztować będą, bo tędy nie można chodzić, bo to jakaś specjalna strefa przygraniczna i coś tam jeszcze po rosyjsku. Ja im na to, że szukam pomocy, że dziurę w kole chcę załatać. Fajne chłopaki okazały się, chęć aresztowania im przeszła, a i łatki na koło zaproponowali dać, tylko do ich bazy się musiałem udać na drugą stronę granicy.

Rzekę Bug przepłynęliśmy pontonem, a potem jeszcze przeszliśmy kilkaset metrów, gdy moim oczom ukazały się czołgi. Dużo, bardzo dużo czołgów. Zapytani przeze mnie o te maszyny moi nowi znajomi tylko wzruszyli ramionami, że oni wszyscy kilka dni temu tu przyjechali i teraz stoją i czekają na jakieś rozkazy. Łatki na gumę dali, a nawet nocleg zaproponowali. – Gdzie ty chłopie będziesz wracał po ciemku? – spytał Wania. No to zostałem na noc, a wojacy ugościli mnie po rosyjsku. Były ziemniaki ze słoniną i oczywiście wódka, którą piliśmy do późnej nocy.

Nad ranem wróciłem do swojego Żuka, załatałem koło i pojechałem do domu. Ku mojemu zdziwieniu nie działała telewizja i telefon. Dopiero wieczorem dowiedziałem się, że stan wojenny Jaruzelski wprowadził. I od razu przypomniałem sobie poprzedni wieczór – wódkę pitą pośród radzieckich czołgów w pełnej gotowości bojowej, stojących tuż przy naszej granicy. Kto wie, czy gdyby nie decyzja naszego generała, to czy ten ciężki sprzęt nie wjechałby za chwilę do Polski i musielibyśmy potem oglądać te radzieckie czołgi na naszych ulicach. A tak skończyło się na szczęście na oglądaniu tylko naszych polskich czołgów.

Miłej drogi Moi Drodzy ;)

 

Opowieści niezmyślone

Janusz, lat 55, pochodzi spod Łodzi. Ale jego domem jest cały świat. Jest zawodowym kierowcą od 35 lat. Jeździł już po wszystkich kontynentach z wyjątkiem Antarktydy. Z każdego kraju, w którym przyjdzie mu pracować, spisuje przygody, które potem po powrocie do Polski chętnie opowiada kompanom przy kufelku piwka. Opowiada też i nam.

Janusz
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Krzychu
Krzychu 13.12.2018, 08:51
Cześć Janusz.
Wyobraź sobie, że w 1997 r. spędziłem tydzień na Słowacji w mieszkaniu byłego wojskowego. Usłyszałem od niego, że w tym samym czasie czekał w czołgu na granicy z Czechosłowacja/Polska na rozkazy.
Pozdrawiam

Pozostałe