Wiatr w doczepionym warkoczu

  • 31.10.2018, 04:30 (aktualizacja 20.11.2018, 14:35)
  • Ewa Dziadosz
Wiatr w doczepionym warkoczu Fot. Archiwum Moto Lejdis Lublin
– Jeżeli pojazd ma być wprawiony w ruch, to kierowca wsiada na niego, chwyta za kierownicę i łączy motor z kołem pojazdu. Dzieje się to za pomocą dźwigu, sznurka i rolki napinającej. Jeżeli pas napędzający znajduje się w górnym położeniu, to rower jedzie wolno, jeżeli w dolnym – jazda staje się szybsza – relacjonował w 1885 roku naoczny świadek przejazdu przez pojazd dwukołowy trzykilometrowej trasy.

Tym samym Wilhelm Maybach i Gotlieb Daimler udowodnili, że opracowany przez nich dwa lata wcześniej silnik czterosuwowy może mieć moc mniejszą, stosowną dla motocykla. Niestety, „Encyklopedia techniki” nie podaje, z jaką prędkością ów pojazd się poruszał. Niemniej, spełniło się jedno z tysiącletnich marzeń człowieka. Dziewiętnastowiecznym wizjonerom udało się

przekroczyć barierę czasu i przestrzeni.

Po kilkudziesięciu latach doskonalenia budowy silników spalinowych i rozwoju motoryzacji, w 1936 roku inżynier Rudawski skonstruował pierwszy polski motocykl. Stalowy rumak mógł osiągnąć maksymalną prędkość 105 km/h. Otrzymał wdzięczne imię „Sokół”, a seryjną jego produkcję rozpoczęły Centralne Warsztaty Samochodowe w Warszawie.

„Sokół” miał więcej szczęścia niż „Orlę” - dzieło innego przedwojennego inżyniera Ekielskiego. Stworzył on wprawdzie polski motocykl już w roku 1933, nie udało mu się jednak zdobyć finansowego poparcia władz. Mechaniczne „Orlę” zaistniało więc jedynie w jednym egzemplarzu.

Być może więc dla niektórych, starszych osób owo motoryzacyjne opóźnienie stało się przyczyną złych skojarzeń z motocyklem. Niektórym bowiem hitlerowski najazd na Polskę, kojarzył z ogłuszającym hukiem i smrodem spalin, wlokących się za motorami aniołów zagłady w essemańskich mundurach.
W powojennej Polsce pojazdy te również nie budziły większej sympatii. Głównie dlatego, że korzystali z nich przede wszystkim niezbyt popularni funkcjonariusze władzy. Dychawiczy warkot jednośladów obwieszczał także przejazdy wiejskiego listonosza. I budził w śledzącej go dzieciarni

marzenia wynalazców.

Kawalerom, którym udało się w owym czasie zdobyć motocykl na własność, nie trzeba było się już wysilać na zadawanie szyku w jakikolwiek inny sposób. Wystarczyło dla większej izolacji od chłodu, włożyć pod marynarkę gazetę i mknąć po okolicy, wzbudzając powszechne zachwyty i zazdrość.
W tym samym mniej więcej czasie, w Stanach Zjednoczonych święcą tryumfy literackie i filmowe „opowieści drogi”. W 1969 roku Peter Fonda i Jack Nicholson objawili się w kultowym dziś filmie „Easy rider”. Jak mawiają znawcy X muzy, motocyklistów przedstawiono tam jako duchowe dzieci undergrandu. Mamrotali pod nosem o odkrywaniu cudu amerykańskiej wolności i wolnej miłości. Tak naprawdę odkrywają jedynie „drug, rock and road”, czyli narkotyki, kołyszącą muzykę i drogę. Koniec końców, głównym przesłaniem filmu było według krytyków, odnotowanie zjawiska wzrostu popytu na kokainę.

Do rangi swoistej biblii całego pokolenia sfrustrowanej młodzieży amerykańskiej, urosła natomiast powieść Roberta M. Pirsinga „Zen i sztuka oporządzania motocykla”. Uznana za jedną z najważniejszych książek literatury amerykańskiej lat siedemdziesiątych, stała się symbolem i drogowskazem dla pokolenia młodych, szukających nowych wartości w społeczeństwie materialnego dobrobytu. Wbrew pozorom nie jest to bowiem książka ani o motocyklach, ani o filozofii Zen. Tak naprawdę jest to

opowieść o duchu romantyzmu,

który jest głównym motorem wieku techniki. Objaśniając fascynację motocyklem można by go bowiem podzielić według zespołów składowych na układ mocy i układ przeniesienia napędu. A układ mocy na silnik i układ zasilania. Silnik zaś składa się z układów: korbowo-tłokowego, zasilania, smarowania, rozrządu i rozruchu. W układzie korbowo-tłokowym można by wyróżnić: sworznie, tłoki, cylindry, korbowody... I tak dalej przez kilka stron, aż zakończyłoby się opis na szybkościomierzu i klaksonie.

Opowieść nudna jak flaki z olejem. Nudna, niezdarna i brzydka. Pirsing pozornie opowiada więc o podróży po Ameryce. Tytułowy motocykl nie jest jednak maszyną izolowaną w czasie i przestrzeni od czegokolwiek innego we Wszechświecie. Służy do objaśnienia doniosłości wynalezienia koła i wszystkich kolejnych cudów techniki.

Tych wszystkich wynalazków, z których tak chętnie korzystamy, ale nie zauważamy nawet ich istnienia kryjącego przebłyski ludzkiego geniuszu. Być może za polską próbę wyjaśnienia fascynacji motoryzacją można uznać zdanie, które jak ruchomy margines mknie po internetowych stronach Stowarzyszenia Motocyklistów Polskich: „Na motocyklu kontakt z otoczeniem jest pełny. Człowiek jest aktorem na scenie, a nie widzem. Beton, na którym gwiżdżą opony o 10 cm poniżej twojej stopy, jest realny. To ten sam po którym chodzisz. Tak zatarty w pędzie, że nie możesz go wyraźnie dostrzec. Ale możesz opuścić stopę i dotknąć go...”

Sztuka oporządzania motocykla,

po zmianach w kraju osiągnęła stadium cywilizacji zachodnich. Kogo stać, ten może zaopatrzyć się w zagraniczne cudo nowoczesnej techniki. Swoje fascynacje mogą też realizować ci, którzy mają więcej marzeń niż pieniędzy. Przy tym, pojawił się typowy dla Zachodu trend feminizacji każdej dziedziny życia. Wśród motocyklistów coraz częściej spotkać można kobiety i to nie tylko jako piękne pasażerki.

– Moja motocyklowa pasja zaczęła się zupełnie nieoczekiwanie – opowiada Dorota. – Wystarczyła jedna motocyklowa przejażdżka w charakterze pasażera, bym zaszczepiła w sobie jednośladowe hobby. Oczywiście szybko poczułam, że tak zwane plecakowanie, czyli jazda w charakterze pasażera, nie daje tak ogromnej satysfakcji, jak samodzielna jazda. Decyzja była zatem prosta: jak najszybciej otrzymać wpis z kat. A w prawie jazdy. Udało się za pierwszym razem! Zaczęłam od kompletowania motocyklowych ubrań. To bardzo ważne, żeby strój był bezpieczny i widoczny dla innych użytkowników drogi, chociaż rzadko kiedy jest naprawdę wygodny.

Motocykl to także niezastąpiony środek lokomocji, niezwykle przydatny na zakorkowanych ulicach i zatłoczonych parkingach. Jednośladem możesz wjechać w miejsca zupełnie niedostępne dla samochodów, a podróż do pracy skraca się o połowę. Ważne są też złoty motocyklowe – dzięki nim można poznać wspaniałych ludzi. Łączy nas to samo pragnienie poczucia wolności i adrenaliny.

Motocykliści, być może dlatego, że są na drogach mniejszością – jednoczą się również w innych celach. Organizują zbiórki na różnorakie cele charytatywne lub przejazdy promujące różne hasła. W sierpniu na przykład, spora grupa jechała przez Europę w nałożonych na kombinezony koszulkach z napisem „KONSTYTUCJA”.

Moto Lejdis Lublin

to grupa zaprzyjaźnionych ze sobą dziewczyn z województwa lubelskiego, które łączy wspólna pasja – kochają motocykle.

– Gdzie jeździmy? Tam, gdzie oczy nas poniosą – wyjaśniają. –  A tak serio każda z nas ma swoje trasy. W zależności od czasu wybieramy się na dłuższe, krótsze wyprawy. Po województwie, po Bieszczadach, po Mazurach. Nad morze, nad nasze jeziorka. Parę z nas kocha dalsze, zagraniczne wyprawy. Kilka preferuje tylko tory i jazdę po nich.

Nie ma czegoś takiego jak: modne maszyny. Każda wybiera zgodnie ze swoim upodobaniem. Jedne wola jazdę tylko po mieście, inne teren, a jeszcze inne długie turystyczne wyjazdy. My głównie mamy motocykle sportowe (ścigacze), turystyczne np. bmw gs650, oraz nakedy, czyli motocykle typowo miejskie. Jeśli potrzebne są jakieś naprawy – korzystamy z usług zaprzyjaźnionych warsztatów.

– I nie jeździcie w skórzanych „ramoneskach”?

– Nie.

– Bo?

– Głównie jeździmy w skórzanych kombinezonach motocyklowych. Dla bezpieczeństwa.

– A styl?

– Bezpieczeństwo stawiamy na pierwszym miejscu... Każda jednak ma swoje dodatki. Kolorowe kaski motocyklowe, odblaskowe szelki, na przykład w kolorze różowym bądź czerwonym. Doczepiamy warkocze do kasków. Z daleka widać, że to my. Dziewczyny na motocyklach. Motocykliści kiedyś, a teraz to całkowicie inna „bajka”. Teraz to pasja. Oderwanie się od codzienności, od obowiązków, telefonów. Jazda przed siebie. Jest tylko motocykl i przestrzeń.  Przysłowiowy wiatr we włosach...

– W doczepionym warkoczu...

Ewa Dziadosz

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe