Balonem w przestworzach

  • 25.09.2018, 15:47 (aktualizacja 17.10.2018, 04:26)
  • Rozmawiał Piotr Gulbicki
Balonem w przestworzach
– Unosząc się nad ziemią czuję wolność. Uwielbiam patrzeć na świat z perspektywy wiklinowego kosza, a widok ptaków fruwających pode mną jest bezcenny – mówi Daria Dudkiewicz-Goławska, tegoroczna mistrzyni świata w balonach na ogrzane powietrze, w rozmowie z Piotrem Gulbickim.

Tytuł, jaki wywalczyłaś w sierpniu, to twój największy dotychczasowy sukces.

Zarówno mój, jak i całego polskiego baloniarstwa w kategorii balonów na ogrzane powietrze. Rywalizacja była wyjątkowo zacięta, do Nałęczowa, gdzie odbyły się zawody, przyjechały między innymi dotychczasowa championka Australijka Nicola Scaife, reprezentantki Stanów Zjednoczonych i Japonii oraz zawsze mocne pilotki z Litwy. Łącznie w imprezie wzięły udział 33 zawodniczki z 14 krajów.

Warunki meteorologiczne umożliwiły nam wykonanie czterech z dziewięciu zaplanowanych lotów, podczas których rozegrano 14 konkurencji. Po pierwszym byłam czternasta, po drugim – szósta. Kolejne dwa loty dały mi pierwsze miejsce i znaczną przewagę punktową nad rywalkami.

Ile czasu trzeba trenować, żeby zostać mistrzynią świata?

Moja przygoda z baloniarstwem zaczęła się podczas zawodów pucharowych w Lesznie w 2003 roku, w których wzięłam udział jako obserwatorka. Na przestrzeni kolejnych lat byłam członkiem personelu, współorganizatorem imprez, terminowałam w balonowej ekipie naziemnej, bywałam też nawigatorką w koszu. Aż nadszedł dzień w którym zrobiłam licencję lotniczą – od sześciu lat jestem jej szczęśliwą posiadaczką, a od dwóch mam również uprawnienia instruktorskie.

Droga do mistrzostwa nie była usłana różami. Pojawiały się zwątpienie i łzy, szczególnie po lotach w których walczyłam o przetrwanie. Jednak dziś, z perspektywy czasu wiem, że wszystko miało swój sens.

Na czym konkretnie polega wasza rywalizacja?

W przeciwieństwie do samochodu bądź szybowca balony nie mają kierownicy czy drążka sterowego. Zawody są sprawdzianem umiejętności pilotów w wielu różnych konkurencjach, a podstawą jest precyzyjne latanie, co oznacza, że trzeba dotrzeć jak najbliżej do określonych punktów. Są one wyznaczone na ziemi, albo zawieszone w przestrzeni, na przykład strefy wirtualne bądź figury przestrzenne, w których należy przebyć najdłuższą trasę. Zawodnicy wszystkie cele widzą na komputerze i GPS-ach – przed startem dostajemy komunikaty meteorologiczne, mapy wiatrów i musimy zaplanować lot w taki sposób, żeby wykorzystać optymalnie odpowiednie warstwy powietrza. Wiatr na różnych wysokościach ma odmienne kierunki i prędkości, czasami to kilkanaście, a niekiedy kilkadziesiąt stopni różnicy. Zazwyczaj na naszej półkuli górą wieje bardziej w prawo, a dołem w lewo, ale zdarzają się odstępstwa od tej zasady. Przed lotem dowiadujemy się jakie są warunki, a zadanie polega na tym, żeby pod wpływem zmian wysokości (niekiedy bardzo szybkich) znaleźć się w odpowiedniej warstwie powietrza i razem z wiatrem przesunąć we właściwym kierunku, aby dolecieć jak najbliżej wyznaczonego celu. Jeśli znajduje się on na ziemi, trzeba zrzucić z kosza marker, czyli wstążkę z obciążnikiem, z numerem startowym zawodnika.

Sędziowie nie mają łatwego zadania.

We właściwej ocenie pomagają im loggery, czyli rejestratory lotu. Zapisują one dokładną trasę przelotu, wszystkie wysokości, prędkości oraz odległości do wyznaczonych celów. Na podstawie tych danych powstaje końcowa klasyfikacja.

Pojawia się uczucie strachu?

Zdarzają się loty, w których największym twardzielom miękną kolana. Ludzie różnie reagują na kryzysowe sytuacje, w moim przypadku strach zazwyczaj działa bardziej mobilizująco i rozjaśnia myślenie, aniżeli je tłumi. To swego rodzaju reakcja obronna mojego organizmu, która w gruncie rzeczy pozwala przetrwać.

Warto ryzykować?

Warto, bo latanie jest dla mnie czymś magicznym. To poczucie wolności, adrenalina, wspaniali ludzie, sposób aktywnego spędzania czasu. Uwielbiam patrzeć na świat z perspektywy wiklinowego kosza, a widok ptaków fruwających pode mną jest bezcenny.

Latałaś nad Wielką Brytanią?

Jeszcze nie, ale bardzo lubię odwiedzać Wyspy i mam nadzieję, że w końcu tak się stanie. Tym bardziej, że mieszka tam wiele bliskich mi osób, w tym mój brat Damian. Jest aktorem i mniej więcej w tym samym czasie, w którym ja zdobyłam mistrzostwo świata, odbyła się prapremiera filmu „303. Bitwa o Anglię”, gdzie wcielił się w postać pilota-mechanika Jacka Aleksandra Baczewskiego.

Z Wyspami łączy mnie jeszcze jedno – obecnie latam balonem, który został wyprodukowany w Bristolu. To typowo sportowy model – Cameron TR-70...

***

Daria pochodzi ze wsi Krzemieniewo w województwie wielkopolskim. Ukończyła dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Wrocławskim, o specjalizacji Public Relations. Razem z rodzicami prowadzi firmę galwanotechniczną oraz sklep spożywczy w Krzemieniewie.

***
32-latka reprezentuje barwy Aeroklubu Leszczyńskiego. Poza tegorocznym mistrzostwem świata ma w kolekcji dwa tytuły mistrzyni (2016, 2017) oraz wicemistrzyni (2015) Polski. Zajęła też trzecie miejsce w otwartych mistrzostwach Słowenii (2017).

Rozmawiał Piotr Gulbicki

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe