Żelazna brytyjska granica

  • 20.08.2018, 16:26 (aktualizacja 20.08.2018, 16:30)
  • Brexit Standard
Żelazna brytyjska granica Fot. Shutterstock
Była pierwsza połowa lat i 90-tych XX wieku, kiedy pierwszy raz przyjechałem do Wielkiej Brytanii. A wjechanie tutaj dla Polaków graniczyło wówczas z cudem. Wizy co prawda już nas nie obowiązywały, ale służby graniczne, jeśli podejrzewały, że ktoś jedzie do pracy, mogły go tutaj po prostu nie wpuścić bez podania żadnego powodu. Musieli przecież jakoś przecedzać te ściągające tutaj tłumy Polaków, spragnionych wymarzonych funtów – waluty, która osiągała wtedy jedne z najwyższych kursów.

W porównaniu z pracą w Polsce za ówczesne złotówki, robota tutaj była dla każdego szczytem marzeń. Po spędzeniu w UK roku, za zaoszczędzone pieniądze można było potem nad Wisłą spokojnie przeżyć kolejne dwa lata. I to na bardzo wysokim poziomie.

Pracy załatwionej nie miałem, ale liczyłem na załapanie się na jakąś budowę. Do Londynu jechałem autobusem, wypchanym Polakami podobnymi do mnie. Wszyscy udawali turystów, choć jechali do pracy. Niestety wielu z nich nie pomyślało, że turysta nie zabiera ze sobą zapasu kawy i herbaty, a tym bardziej rękawic roboczych.

Przez całą drogę w tym poddenerwowanym autobusie dominowały tematy o pracy w UK, ile można zarobić i jak zachowywać się na granicy, żeby z niej nie cofnęli. Przy jej przekraczaniu większość tych pseudoturystów natychmiast jednak zweryfikowano. Z około czterdziestu pasażerów, którzy wyjeżdżali z Polski, z Dover w kierunku brytyjskiej stolicy podróż kontynuowało jedynie kilkunastu. Reszta została cofnięta z wbitymi pieczątkami w paszportach, które uniemożliwiały im kolejną próbę wjazdu do Wielkiej Brytanii.

Ja miałem ze sobą aparat fotograficzny i plik pożyczonych funciaków, za które mogłem spokojnie przeżyć w UK kilka tygodni. W bagażu nie znaleźli też u mnie jakichś ubrań roboczych czy podejrzanego zapasu jedzenia, więc na szczęście wpuścili.

W Londynie szybko załapałem się do roboty, oczywiście na czarno. Znalazłem ogłoszenie na legendarnej „ścianie płaczu” i udało mi się pracować w fachu, który najbardziej lubię. Zostałem kierowcą i rozwoziłem po budowach różne materiały.

Dzisiaj każdego dnia tysiące Polaków przekracza brytyjską granicę, nie pamiętając czasów, w których na Wyspy nas nie wpuszczano. Warto jednak o tym pamiętać, bowiem wielu ludzi z różnych krajów chciało by tutaj wjechać, żeby zarobić te parę funtów i wysłać swojej rodzinie, ale wciąż, jak my kiedyś, musi borykać się z tą „żelazną brytyjską granicą”.

Miłej drogi Moi Drodzy ;)

Opowieści niezmyślone

Janusz, lat 55, pochodzi spod Łodzi. Ale jego domem jest cały świat. Jest zawodowym kierowcą od 35 lat. Jeździł już po wszystkich kontynentach z wyjątkiem Antarktydy. Z każdego kraju, w którym przyjdzie mu pracować, spisuje przygody, które potem po powrocie do Polski chętnie opowiada kompanom przy kufelku piwka. Opowiada też i nam.

Brexit Standard

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe