Brexit na peryferiach

  • 08.07.2018, 15:35 (aktualizacja 22.05.2019, 11:21)
  • Radosław Zapałowski
Brexit na peryferiach Fot. Shutterstock
Wielka Brytania żyje parlamentarną dyskusją o Brexicie. Europa ma inne zmartwienia. Czy wpłynie to na ostateczny kształt umowy wyjścia Królestwa z Unii?

Mimo okresu wakacyjnego i zbliżającego się sezonu ogórkowego brytyjska polityka funkcjonuje na najwyższych obrotach. Obie izby parlamentu debatują i głosują w kwestii umowy wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Temperatura sporu jest wysoka. 10 Downing Street co chwilę przegrywa głosowania, Theresa May doznaje politycznych upokorzeń, posłowie i lordowie pracują bez wytchnienia, rząd znajduje się w stanie najwyższej gotowości i na krawędzi rozpadu.

Polityczny dramat nabiera rozmachu. Zawierane są doraźne koalicje, ubijane interesy, umowy, po czym dochodzi do wbijania noży w plecy i zdrad. Partia Konserwatywna jest podzielona, Labour mimo partyjnej dyscypliny głosuje przeciwko stanowisku kierownictwa, szefowa rządu każdego dnia zmaga się z możliwością upadku koalicji, usunięcia z urzędu, pęknięcia partii i utraty większości parlamentarnej. Polityczna opera mydlana. A negocjacje z Brukselą znajdują się w fazie stagnacji. Od miesięcy.

Brexit odc. 301

W praktyce od czasu ogłoszenia wyników referendum nic właściwie się nie zmieniło. 10 Downing Street wciąż tkwi w tym samym, politycznie martwym, punkcie. Między twardymi i umiarkowanymi brexitersami. Między wyobrażeniami ludzi, którzy głosowali za wyjściem Wielkiej Brytanii z UE, a katastrofalnymi skutkami tej decyzji. Między fantazją eurosceptyków, a rzeczywistością. W samym rządzie chaos. David Davis minister ds. Brexitu prawie podał się do dymisji. Boris Johnson na nieformalnym spotkaniu z Conservative Way Forward (grupą thatcherystów) mówił, że negocjacje z Unią powinien prowadzić Donald Trump. To w zasadzie absurd, ale też mikrokosmos całej postreferendalnej brytyjskiej polityki.

10 Downing Street odgrywa farsę. Ważni, choć niepoważni politycy błaznują, a Theresa May bardziej skupia się na utrzymaniu jedności Partii Konserwatywnej, niż na przyszłości kraju. Manewruje, żeby nie doprowadzić do partyjnego, politycznego kryzysu. Na razie skutecznie, ale cena jest wysoka. Brak klarownej wizji, planu negocjacyjnego i politycznego zaplecza może doprowadzić do braku jakiejkolwiek umowy z Unią. A to, jak pokazał wyciekły raport Department for Exiting the EU, byłaby katastrofa. Brak porozumienia z Brukselą w sprawie ceł i handlu będzie skutkował tym, że sklepy w Kornwalii i Szkocji nie będą miały towaru na półkach, szpitalom skończą się leki w przeciągu dwóch tygodni, Wyspom zabraknie paliwa, zaś port w Dover załamie się pierwszego dnia po Brexicie. I to wcale nie najczarniejszy z możliwych scenariuszy.

Mimo zagrożeń brexitowy klincz na Wyspach wciąż nie ustępuje miejsca pragmatyzmowi. Fantazja cały czas góruje nad realizmem. Polityczne brytyjskie niuanse są trudne do zrozumienia nawet dla tych, którzy surrealistyczną operę mydlaną śledzą na bieżąco. A ludzie na kontynencie wzruszają ramionami. Komiksowy brytyjski ekscentryzm, który na początku bawił Europejczyków już nie działa. Boris Johnson przestał być zabawny. A Królestwo i jego problemy znalazły się na dalszym planie.

Europo pamiętaj o Brexicie

Dwa lata temu stary kontynent żył Brexitem. Każdy miał jakąś opinię w kwestii wyspiarskiego referendum. Rozmawiano o tym na ulicach, debatowano w mediach, analizowano w gabinetach. Dwadzieścia cztery miesiące później Brexit stał się jedynie sprawą Brytyjczyków i brukselskich urzędników oddelegowanych do negocjacji z Londynem. Europa ma inne problemy.

Unia stoi w obliczu rosnącego i coraz poważniejszego kryzysu imigracyjnego. Rządy autorytarne na Węgrzech i w Polsce sprzeciwiają się podstawowym pryncypiom UE. Najlepszy scenariusz w kwestii nowego rządu we Włoszech jest taki, że nie przetrwa on wystarczająco długo, aby spowodować zbyt wielkie spustoszenie. Włochy są zbyt ważne dla Unii, aby pozwolić im upaść, ale są zbyt duże, by można je było łatwo uratować. Krach finansowy w czwartej co do wielkości gospodarce w Europie spowodowałby poważny polityczny, ekonomiczny i egzystencjalny kryzys.
Kanclerza Niemiec, Angela Merkel, znajdująca się w centrum decyzyjnym europejskiej polityki, walczy o utrzymanie swojej koalicji. Jej stały kurs w polityce migracyjnej spotkał się z oporem bawarskiej CSU co może skutkować rozpadem jednej z najdłużej trwających w Europie (70 lat) koalicji parlamentarnych, co z kolei może się przełożyć na kryzys rządowy i europejski.

Emmanuel Macron prezydent Francji odnosi większe sukcesy w generowaniu wizji ożywienia UE, niż w zdobywaniu poparcia dla swoich idei wśród własnych wyborców. A do tego jeszcze za kulisami trwa spór francusko-niemiecki o kształt i przyszłość Europy. Spór, który Macron nazwał „świętą wojną”. W samym centrum tej cichej francusko-niemieckiej wojny leży fundamentalny konflikt między niemieckim przywiązaniem do tego, co słuszne, a francuskim upodobaniem do redystrybucji. Na każdą propozycję francuskiego rządu gabinet Angeli Merkel ma jedną odpowiedź: wyliczenie, ile to będzie kosztować niemieckich podatników. Z kolei francuscy urzędnicy są zdania, że za każdą kontrpropozycją Niemiec, za gąszczem przepisów i regulacji, kryją się zakusy niemieckich elit, pragnących trwać w dobrobycie cudzym kosztem.

Największym zagrożeniem jest jednak Donald Trump. Groteskowy prezydent USA wszystkie inne problemy spycha na margines. Coraz bardziej prawdopodobna globalna wojna handlowa z Ameryką powoduje, że inne kwestie wyglądają na trywialne. A Brexit to tylko jedna z wielu, mało istotnych kolein na drodze pełnej wyzwań. Zwłaszcza, że brytyjska decyzja nie uruchomiła – czego się najbardziej obawiano – efektu domina rozpadu Unii. Wręcz przeciwnie. Zwłaszcza w zachodniej części Unii wzmocniła pozycje europejskie.

Ekonomiczne skutki Brexitu też nie są dziś tak straszne. Bo w porównaniu z ewentualną wyniszczającą konfrontacją z USA handlowe restrykcje między Londynem a Brukselą to drobnostka. Nie warta politycznej energii i większego zaangażowania. Tym bardziej wszystko dziś zależy od Królestwa. Kiedy globalny ład się chwieje nie ma miejsca ani czasu na niezdecydowanie. Theresa May powinna w końcu wykazać się politycznym realizmem, pokorą w akceptacji rzeczywistości i odwagą do działania. Europa jej w tym nie pomoże.

Radosław Zapałowski

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe