Rajska wyspa

  • 28.06.2018, 13:27
  • Janusz
Rajska wyspa Dworzec autobusowy i postój taksówek w Ocho Rios na Jamajce
Był chyba rok 2005, gdy wybrałem się na wakacje na Jamajkę. Zawsze chciałem odwiedzić Karaiby, a że od dziecka słuchałem Reggae, właśnie ta wyspa wydała mi się odpowiednia na krótki wypad.

Zawsze widziałem, że ta wyspa jest „Rajem na Ziemi”, ale na miejscu ten kraj okazał się jeszcze lepszy od moich oczekiwań. Temperatury non stop około 30 stopni, woda w szmaragdowym morzu bajecznie ciepła i czysta, piaszczyste plaże, znakomita kuchnia, wszechobecna muzyka, marihuana i fantastyczni ludzie. Trzytygodniowy wypad postanowiłem więc przedłużyć i zamieszkałem w tej egzotycznej krainie przez kilka miesięcy.

Oczywiście szybko skończyły się pieniądze, a za pokój w Ocho Rios, malowniczym miasteczku na północnym skraju wyspy trzeba było płacić. Załapałem się do pracy jako kierowca niewielkiego autobusu.

Autobusami jeździłem w wielu krajach, ale tutaj było specyficznie. W zasadzie nie obowiązywały żadne rozkłady jazdy. Po prostu trzeba było czekać, aż autobus się zapełni ludźmi i wtedy się ruszało. Mało tego, ponieważ przepisy drogowe są tam, można rzec, mało przestrzegane, autobus trzeba było zapełnić w pełnym tego słowa znaczeniu – upchać więcej pasażerów, niż było miejsc. I tak oto w autobusiku na 21 miejsc podróżowało zwykle ponad 30 pasażerów, a na jednym miejscu obok kierowcy dodatkowo siedziały jeszcze dwie albo trzy.

Wesołe były te kursy naprawdę. Niemal za każdym razem zdarzał się pasażer, który drogę umilał śpiewem, a nierzadko śpiewać zaczynali wszyscy.

Najczęściej jeździłem trasą z Ocho Rios do stolicy Kingston. Droga wiodła przez góry, a jej gwałtowne zakręty pojawiały się często na skraju niebezpiecznych przepaści. Na początku miałem trochę pietra i na wszelki wypadek czasami musiałem zwalniać do nawet 5 km/h. Lokalni kierowcy zbytnio nie przejmowali się jednak tymi wręcz mrożącymi krew w żyłach serpentynami i pędzili po nich jak po zwykłej prostej. Jak by tego było mało, nie jeden z nich przed wyruszeniem potrafił wypić piwo, a nawet zapalić skręta z marihuany, co oczywiście zgodne z prawem nie było.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem takiego kierowcę, raczącego się w przydworcowym barze zimnym piwem, z przerażeniem zapytałem mojego znajomego Jamajczyka Taylora, jak tak przed pracą kierowca może pić piwo, a tym bardziej przed trasą tak niebezpieczną?

– Nie przejmuj się, to są urodzeni kierowcy. Oni po prostu z natury potrafią jeździć w każdych warunkach – skwitował te zwyczaje Taylor.

Miłej drogi Moi Drodzy ;)

 

Opowieści niezmyślone

Janusz, lat 55, pochodzi spod Łodzi. Ale jego domem jest cały świat. Jest zawodowym kierowcą od 35 lat. Jeździł już po wszystkich kontynentach z wyjątkiem Antarktydy. Z każdego kraju, w którym przyjdzie mu pracować, spisuje przygody, które potem po powrocie do Polski chętnie opowiada kompanom przy kufelku piwka. Opowiada też i nam.

Janusz

Zdjęcia (4)

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe