Kierowca jako pasażer

  • 27.03.2018, 15:14
  • Janusz
Kierowca jako pasażer Fot. Shutterstock
Jestem urodzonym kierowcą. Podczas mojej długiej kariery za kierownicą zdarzało mi się też wiele razy podróżować jako pasażer. Po wielu krajach i na prawie wszystkich kontynentach. Zawsze czułem potrzebę ciągłego przemieszczania się. Jednak czasami z powodu braku pracy, a co za tym idzie i pieniędzy, zmuszony byłem do jazdy autostopem.

W 1982 r. po wprowadzeniu Stanu Wojennego musiałem uciekać z Polski. Udało mi się przedostać do Austrii, gdzie trafiłem do obozu dla uchodźców. Nie zatrzymując się tam zbyt długo ruszyłem dalej na zachód. W ciągu kilku dni udało mi się przejechać właśnie autostopem całą Europę i dotrzeć aż do Portugali.
Zabierali mnie wszyscy – od kierowców osobówek, aż do pokaźnych ciężarówek, których wówczas na polskich drogach jeszcze nie można było uświadczyć. Raz nawet podwieźli mnie policjanci. Zabłąkałem się gdzieś pod Monachium i wszedłem na autostradę, na którą nie wiedziałem, że nie można wchodzić. Przy poboczu był jednak bardzo szeroki pas, więc zacząłem właśnie tam łapać stopa. O dziwo, nic się nie zatrzymywało. Zatrzymał się tylko radiowóz. Mogli wlepić mi za to duży mandat, ale na szczęście fajne chłopaki były i podwieźli na najbliższą stację, gdzie poinstruowali, że tylko tutaj przy wyjeździe z niej mogę coś łapać.
Podczas podróżowania autostopem wielu kierowców częstowało mnie jedzeniem, zapraszali do przydrożnych barów na śniadania i obiady. Zdarzało się, że zbaczali z trasy, żeby mnie gdzieś specjalnie podrzucić. Wiele razy zaoferowali nocleg, a z jednym, pochodzącym z Kraju Basków, to nawet haszyszu trochę popaliłem. Oczywiście już po jego zakończonej pracy.
Po latach się trochę zastanawiałem, czy traktowano mnie tak miło, bo byłem uchodźcą? Jak by nie było musiałem uciekać z Polski, bo groziło mi tam więzienie. Może to jednak była normalna reakcja na człowieka w potrzebie? Dzisiaj już wiem, że było to zarówno jedno, jak i drugie.
Kiedyś, po wielu latach, znalazłem się w podobnej sytuacji w Polsce. Pracodawca mnie oszukał i zostałem nie dość, że bez pracy, to bez grosza przy duszy. Musiałem dojechać z Gniezna do Poznania, gdzie miałem znajomych, od których mogłem pożyczyć jakąś gotówkę. Na wylotówce złapałem więc, jak za dawnych czasów stopa. Był to taki klasyczny polski Star. Kierowca przez całą drogę wydawał się nawet bardzo sympatyczny. Do czasu. Gdy dojechaliśmy do Poznania.
Zacząłem wysiadać, a on się zapytał: – A ty gdzie? – Wysiadam – odpowiedziałem. – A kto zapłaci? – Ja nie mam pieniędzy – grzecznie odparłem. – To wypierdalaj i więcej mi samochodów nie zatrzymuj – krzykną, zarazem ruszając. Nawet nie zdążyłem dobrze zamknąć drzwi. Jak by mógł sięgnąć, to na do widzenia pewnie by mi jeszcze walnął w twarz.
Dziwny kraj ta Polska pomyślałem. Całą Europę zjeździłem „na stopa”, a we własnym kraju kolega po fachu tak mnie niesympatycznie potraktował.
Ja do dzisiaj jednak biorę przykład z tych, co mi pomagali i zawsze jak widzę przy drodze jakichś łebków, to się zatrzymuję i mówię: wskakujcie chłopaki.
Miłej drogi Moi Drodzy ;)

Opowieści niezmyślone

Janusz, lat 55, pochodzi spod Łodzi. Ale jego domem jest cały świat. Jest zawodowym kierowcą od 35 lat. Jeździł już po wszystkich kontynentach z wyjątkiem Antarktydy. Z każdego kraju, w którym przyjdzie mu pracować, spisuje przygody, które potem po powrocie do Polski chętnie opowiada kompanom przy kufelku piwka. Opowiada też i nam.

Janusz

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe