Pustynia bez końca

  • 05.03.2018, 19:26 (aktualizacja 05.03.2018, 19:31)
  • Janusz
Pustynia bez końca Fot. Shutterstock
Był przełom 1982-83 r. Miałem 20 lat. Z Polski uciekłem rok wcześniej, zaraz po wprowadzeniu Stanu Wojennego. Musiałem, bo chcieli mnie wsadzić do pierdla za udział w jakiejś politycznej manifestacji.

I tak włóczyłem się po Europie, jako uchodźca, chwytając się dorywczych prac. Właśnie zawitałem do Paryża, gdzie załapałem się do pracy przy obsłudze Rajdu Paryż-Dakar. Praca jednak z dala od Paryża i Europy – po drugiej stronie Morza Śródziemnego. W Algierii. Organizowaliśmy na tamtejszej pustyni jedną z baz zaopatrzeniowych tego najsłynniejszego na świecie rajdu.

Środek Sahary – kilka rozbitych namiotów, a wkoło tylko piasek. Głównie rozładowywałem samochody, ale raz zdarzyło mi się też robić to, co najbardziej lubię: byłem kierowcą.

Pojechałem w konwoju jakimś starym gruchotem do oddalonego o kilkaset kilometrów najbliższego miasteczka po dostawę. Jazda długa i ciężka, bo tam nie ma dróg. Cały czas trzeba było przebijać się przez potężne, piaszczyste wydmy. GPSów w tamtych czasach też nie było. Mieliśmy jedynie zegarki, które musiały nam w połączeniu ze słońcem służyć za kompasy. Do tego chyba ponad 40 stopni w samochodzie bez klimy, więc czułem się jak w piekarniku. W jedną stronę zabrałem ze sobą kilkadziesiąt litrów wody, ale po dotarciu do mety baniaki były puste. Co się napiłem, to za pięć minut suchota w ustach. Non stop Sahara dookoła i non stop Sahara w gębie.

W drodze powrotnej na samym środku pustyni spotkaliśmy grupę kilkudziesięciu osób. Młodzi, starsi, mężczyźni, kobiety i dzieci. Wszyscy szli pieszo, a wielbłądy niosły ich bagaże. Jak się później dowiedziałem, był to ich cały dobytek.

Podczas spotkania sporo rozmawialiśmy. Oni uciekli z jakiegoś kraju, ogarniętego wówczas wojną i podróżowali na północ, do „lepszego świata”. Ich celem była Europa. To byli uchodźcy – tacy sami jak ja. Różnił nas tylko kierunek ucieczki. Oni uciekali z południa na północ, a ja uciekłem ze wschodu na zachód.

Rajd Paryż-Dakar w kategorii ciężarówek wygrał w 1983 r. Georges Groine. Przejechał wówczas kawał Sahary, ale siedział za sterami bardzo wypasionego jak na owe czasy Mercedesa 1936 AK. Miał też do pomocy całą ekipę techniczną. Nie potrafię sobie jednak wyobrazić, jak w takich warunkach ludzie pieszo mogli przemierzać takie same, a nawet większe dystanse, jak Groine.

Jeśli kiedyś w swoim życiu spotkacie uchodźców z jakiegoś dalekiego kraju, pamiętajcie, że oni wcale nie chcieli opuszczać swoich domów. W obawie o swoje bezpieczeństwo musieli jednak uciekać i zmierzyć się z długą, niebezpieczną drogą, której nie podołałby nie jeden doświadczony kierowca.

Miłej drogi Moi Drodzy ;)

 

Opowieści niezmyślone

Janusz, lat 55, pochodzi spod Łodzi. Ale jego domem jest cały świat. Jest zawodowym kierowcą od 35 lat. Jeździł już po wszystkich kontynentach z wyjątkiem Antarktydy. Z każdego kraju, w którym przyjdzie mu pracować, spisuje przygody, które potem po powrocie do Polski chętnie opowiada kompanom przy kufelku piwka. Opowiada też i nam.

Janusz

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe